Odkąd pamiętam zawsze lubiłam pisać, wymyślać światy, postaci i ich przygody. W szkole podstawowej pisałam wiersze, krótkie opowiadania, pomagałam przygotowywać przedstawienia na uroczystości szkolne i byłam bardzo aktywna w kółku teatralnym. Naprawdę chciałam zostać pisarką i pokazać ludziom to, co siedziało mi w głowie. Kiedy poszłam do liceum pełna optymizmu i nadziei na dojrzałe towarzystwo, z którym będę mogła podzielić się swoją pasją przeżyłam silne zderzenie z rzeczywistością. Nie wspominając o moich kolegach i koleżankach z klasy, najbardziej zawiodłam się z na nauczycielach. Moją wychowawczynią była polonistka, więc w pierwszej klasie myślałam jeszcze, że będę z nią mogła porozmawiać o książkach, o pisaniu, liczyłam na to, że będę zachęcana do rozwijania swoich pasji, jednak nie mogłam się bardziej pomylić. Już po kilku miesiącach zostałam wrzucona do jednego worka z całą resztą klasy, w której większość osób nie lubiła czytać, o pisaniu nie wspominając. Nie ważne, że zgłas...
Odkąd pamiętam zawsze lubiłam pisać, wymyślać światy, postaci i ich przygody. W szkole podstawowej pisałam wiersze, krótkie opowiadania, pomagałam przygotowywać przedstawienia na uroczystości szkolne i byłam bardzo aktywna w kółku teatralnym. Naprawdę chciałam zostać pisarką i pokazać ludziom to, co siedziało mi w głowie.
Kiedy poszłam do liceum pełna optymizmu i nadziei na dojrzałe towarzystwo, z którym będę mogła podzielić się swoją pasją przeżyłam silne zderzenie z rzeczywistością. Nie wspominając o moich kolegach i koleżankach z klasy, najbardziej zawiodłam się z na nauczycielach. Moją wychowawczynią była polonistka, więc w pierwszej klasie myślałam jeszcze, że będę z nią mogła porozmawiać o książkach, o pisaniu, liczyłam na to, że będę zachęcana do rozwijania swoich pasji, jednak nie mogłam się bardziej pomylić. Już po kilku miesiącach zostałam wrzucona do jednego worka z całą resztą klasy, w której większość osób nie lubiła czytać, o pisaniu nie wspominając. Nie ważne, że zgłaszałam się do każdego możliwego konkursu i byłam aktywna na zajęciach, moja nauczycielka nie była w ogóle zainteresowana moim wykształceniem poza przygotowaniem mnie do zdania matury według klucza. Bardzo boleśnie się na niej zawiodłam i do tej pory pamiętam jej minę, kiedy w trakcie głośnej lekcji podeszłam do jej biurka żeby zapytać o coś związanego z aktualnie omawianą lekturą, a ona warknęła na mnie i stwierdziła, że pewnie i tak jej nie przeczytałam, więc moja pytanie nie ma znaczenia. W drugiej klasie przestałam się starać, bo widziałam już, że nic nie wskóram. Przestałam też być aktywna na lekcjach, bo wyglądało na to, że dokładnie tego się ode mnie oczekuje. Nie mogę być tego pewna, ale myślę, że ta kobieta była tak zaślepiona latami użerania się z dziećmi, że przestała dostrzegać, albo ufać, komukolwiek, kto byłby choć odrobinę inny od reszty.
Później sama zostałam nauczycielką, jednak nie języka polskiego, a angielskiego. I uwielbiałam tę pracę. Nie ważne, czy uczyłam dorosłych, czy dzieci, zawsze znalazł się ktoś z iskierką w oku, kto chciał pójść o krok dalej, przeczytać coś więcej, coś napisać, narysować, powiedzieć. I przez cały czas z tyłu głowy miałam obraz mojej polonistki, której nie zawdzięczam nic, poza tym, że nauczyła mnie jaką nauczycielką nigdy nie chcę być. Teraz już nie uczę, ale kształtowanie umysłów i przekazywanie wiedzy jest przywilejem, któremu należy się odpowiedni szacunek i myślę (mam nadzieję), że jeszcze kiedyś będzie mi dane to robić.
Przez długi czas po tym jak moja licealna polonistka złamała mi serce nikomu nie pokazywałam tego, co pisałam. Mimo, że ciągle pisałam i, na szczęście, jej zimne podejście nie ugasiło całkowicie mojego zamiłowania do literatury, to jednak strach powstrzymywał mnie przed jakimikolwiek próbami publikacji. Nie był to strach przed porażką, raczej strach przed wyśmianiem, który tkwi we mnie do dzisiaj. strach przed tym, że ktoś po raz kolejny powie: "Chcesz pisać książki? Lepiej wzięłabyś się do prawdziwej pracy". Zakładałam różne blogi, napisałam kilka artykułów do gazetki akademickiej, napisałam tonę opowiadań i wierszy, ale niewiele z nich ujrzało światło dzienne. Teraz te lęki mijają, ale nie wiem czy kiedykolwiek zapomnę tę „nauczycielkę”, która powinna być źródłem inspiracji i wiary, a okazała się agentką chaosu, która chciała zdeptać wszystko, co stanie jej na drodze. Nie pozwól więc, żeby czyjaś opinia przesłoniła to, co kochasz robić. Jeżeli jesteś nauczycielem, lub znasz jakichś, proszę – pamiętaj, że to co robisz i mówisz zostaje w pamięci dzieci na bardzo długi czas i nigdy nie wiesz jak ukształtuje ich przyszłość.
Kiedy poszłam do liceum pełna optymizmu i nadziei na dojrzałe towarzystwo, z którym będę mogła podzielić się swoją pasją przeżyłam silne zderzenie z rzeczywistością. Nie wspominając o moich kolegach i koleżankach z klasy, najbardziej zawiodłam się z na nauczycielach. Moją wychowawczynią była polonistka, więc w pierwszej klasie myślałam jeszcze, że będę z nią mogła porozmawiać o książkach, o pisaniu, liczyłam na to, że będę zachęcana do rozwijania swoich pasji, jednak nie mogłam się bardziej pomylić. Już po kilku miesiącach zostałam wrzucona do jednego worka z całą resztą klasy, w której większość osób nie lubiła czytać, o pisaniu nie wspominając. Nie ważne, że zgłaszałam się do każdego możliwego konkursu i byłam aktywna na zajęciach, moja nauczycielka nie była w ogóle zainteresowana moim wykształceniem poza przygotowaniem mnie do zdania matury według klucza. Bardzo boleśnie się na niej zawiodłam i do tej pory pamiętam jej minę, kiedy w trakcie głośnej lekcji podeszłam do jej biurka żeby zapytać o coś związanego z aktualnie omawianą lekturą, a ona warknęła na mnie i stwierdziła, że pewnie i tak jej nie przeczytałam, więc moja pytanie nie ma znaczenia. W drugiej klasie przestałam się starać, bo widziałam już, że nic nie wskóram. Przestałam też być aktywna na lekcjach, bo wyglądało na to, że dokładnie tego się ode mnie oczekuje. Nie mogę być tego pewna, ale myślę, że ta kobieta była tak zaślepiona latami użerania się z dziećmi, że przestała dostrzegać, albo ufać, komukolwiek, kto byłby choć odrobinę inny od reszty.
Później sama zostałam nauczycielką, jednak nie języka polskiego, a angielskiego. I uwielbiałam tę pracę. Nie ważne, czy uczyłam dorosłych, czy dzieci, zawsze znalazł się ktoś z iskierką w oku, kto chciał pójść o krok dalej, przeczytać coś więcej, coś napisać, narysować, powiedzieć. I przez cały czas z tyłu głowy miałam obraz mojej polonistki, której nie zawdzięczam nic, poza tym, że nauczyła mnie jaką nauczycielką nigdy nie chcę być. Teraz już nie uczę, ale kształtowanie umysłów i przekazywanie wiedzy jest przywilejem, któremu należy się odpowiedni szacunek i myślę (mam nadzieję), że jeszcze kiedyś będzie mi dane to robić.
Przez długi czas po tym jak moja licealna polonistka złamała mi serce nikomu nie pokazywałam tego, co pisałam. Mimo, że ciągle pisałam i, na szczęście, jej zimne podejście nie ugasiło całkowicie mojego zamiłowania do literatury, to jednak strach powstrzymywał mnie przed jakimikolwiek próbami publikacji. Nie był to strach przed porażką, raczej strach przed wyśmianiem, który tkwi we mnie do dzisiaj. strach przed tym, że ktoś po raz kolejny powie: "Chcesz pisać książki? Lepiej wzięłabyś się do prawdziwej pracy". Zakładałam różne blogi, napisałam kilka artykułów do gazetki akademickiej, napisałam tonę opowiadań i wierszy, ale niewiele z nich ujrzało światło dzienne. Teraz te lęki mijają, ale nie wiem czy kiedykolwiek zapomnę tę „nauczycielkę”, która powinna być źródłem inspiracji i wiary, a okazała się agentką chaosu, która chciała zdeptać wszystko, co stanie jej na drodze. Nie pozwól więc, żeby czyjaś opinia przesłoniła to, co kochasz robić. Jeżeli jesteś nauczycielem, lub znasz jakichś, proszę – pamiętaj, że to co robisz i mówisz zostaje w pamięci dzieci na bardzo długi czas i nigdy nie wiesz jak ukształtuje ich przyszłość.
Komentarze
Prześlij komentarz